banner ad

„Nigdy cię tu nie było” z Joaquinem Phoenixem ? ekranizacja noweli Jonathana Amesa od piątku w kinach

12 kwietnia 2018


Nowy film reżyserki „Musimy porozmawiać o Kevinie” wchodzi do kin 13 kwietnia. Lynne Ramsay ponownie sięgnęła po literaturę. „Nigdy cię tu nie było” to pełen pasji i gniewu thriller, który zwraca uwagę precyzyjnie skonstruowaną intrygą, mistrzowską grą Joaquina Phoenixa i hipnotyzującą muzyką Jonny?ego Greenwooda z Radiohead.

Głównym bohaterem „Nigdy cię tu nie było” jest Joe, weteran wojny w Zatoce i były agent FBI cierpiący na zespół stresu pourazowego. Mężczyzna od lat zajmuje się zleceniami, z którymi system sprawiedliwości nie daje sobie rady i których nie chce się podjąć żaden prywatny detektyw. Widział już prawie wszystko. Prześladujące go wspomnienia sprawiają, że chciałby, aby świat o nim zapomniał. Jednak pewien senator z Nowego Jorku oferuje mu dużą sumę pieniędzy za odnalezienie i uratowanie uprowadzonej córki. Poruszony historią dziewczyny, Joe podejmuje się zadania. Brutalnie rozprawia się z ludźmi przetrzymującymi ją w burdelu dla zamożnych klientów. Kiedy czeka w motelu, aby zwrócić córkę ojcu, dowiaduje się z mass mediów, że senator najwyraźniej popełnił samobójstwo. Do pokoju motelowego wpadają policjanci i zabierają dziewczynę. Joe jest gotowy na wszystko, aby ją ratować, tym samym otrzymując niespodziewanie szansę ocalenia samego siebie.

„Nigdy cię tu nie było” nie miał być kolejnym filmem Lynne Ramsay. W 2013 roku szkocka reżyserka stanęła na planie „Niepokonanej Jane”, ale zeszła z niego już pierwszego dnia zdjęć ? by nigdy nie wrócić. Powodem był konflikt z producentem Scottem Steindorffem, w efekcie sprawa zakończyła się w sądzie. Ostatecznie film z Natalie Portman w roli głównej powstał, jednak z inna obsadą i ekipą filmową. Nie odniósł większego sukcesu. „Byłam załamana” ? wspomina Ramsay. „To był dla mnie ciężki czas”.

Ramsay, by odpocząć, wyjechała na grecką wyspę Santorini. Tam powstała adaptacja noweli Jonathana Amesa. W książce spodobał się reżyserce Joe, będący przykładem klasycznego antybohatera. „To postać pełna słabości i wad” ? tłumaczy Ramsay. „Człowiek doświadczony przez życie, żaden James Bond”. Joaquin Phoenix był od początku jej wymarzonym aktorem do tej roli, aktorowi zaś spodobało się to, jak scenariusz przełamywał schematy hollywoodzkiego kina akcji. „Chcieliśmy odejść od stereotypów i skoncentrować na atrofii męskości” ? mówi Phoenix. Gdy tylko w jego napiętym kalendarzu pojawiło się okienko, zapytał Ramsay, czy jest w stanie rozpocząć produkcję w ciągu dwóch miesięcy. Nie widziała problemu, co zrobiło na Phoenixie wrażenie. To spontaniczne podejście charakteryzowało nie tylko atmosferę produkcji, ale też często skutkowało genialnymi decyzjami podejmowanymi w ostatniej chwili. W dodatku aktor i reżyserka wyjątkowo do siebie pasowali. Phoenixa zawsze napędza sytuacja, w której na planie dochodzi do koniecznych zmian w scenariuszu, a Ramsay nigdy nie była specjalnie przywiązana do swoich tekstów. Wspólna praca i poddawanie się nastrojowi sceny bardzo im pasowało.

„Pracowaliśmy w gorączce, jak punkrockowy zespół” ? tak reżyserka podsumowała 29 dni produkcji. Zdjęcia rozpoczęły się w momencie, gdy trzeci akt filmu nie był jeszcze skończony. Powstał już we współpracy z Phoenixem, na planie. W jednej z kluczowych scen, zaczerpniętej z noweli Amesa, bohater strzela do mężczyzny w swoim własnym domu. Mimo widocznej wściekłości i determinacji by wydobyć z postrzelonego informacje, wkrótce obaj leżą obok siebie, nieporadnie śpiewając piosenkę Charlene „I?ve Never Been to Me”. „W większości filmów postrzelony bohater od razu umiera” ? Ramsay tłumaczy zamysł tej sceny. „A co, jeśli jednak nie działoby się to tak szybko i pomiędzy strzelającym oraz postrzelonym wytworzyłaby się specyficzna więź?” Phoenix uzupełnia: „Pomiędzy dublami zmienialiśmy i dodawaliśmy dialogi. Rozpatrywaliśmy też sięgnięcie po inne piosenki, a Lynne zastanawiała się nad różnymi sposobami montażu. W jednej mężczyźni mieli się trzymać za ręce, w innej nawet nie leżeli obok siebie”.

Aktor zaskoczony był też tym, że kiedy pojawiała się trudność w zagraniu jakiejś sceny, reżyserka sama wcielała się przed nim w określona postać. Phoenix spotkał się z czymś takim po raz pierwszy. „Ramsay chciała poczuć to, co czują postaci” ? mówi. „Kiedy w jednej ze scen mój bohater miał iść z młotkiem w ręku przez korytarz i zastanawialiśmy się, jak szybko powinien to robić, Lynne wzięła ode mnie ten młotek i zaczęła chodzić po planie ? aż znalazła odpowiednie tempo”.

Ramsay i Phoenix byli tak zdeterminowani, by przełamywać schematy kina kryminalnego, że długo omawiali nawet sposób, w jaki Joe powinien wchodzić z pistoletem do kuchni, tak by scena nie stanowiła kalki z innych filmów. „Zdarzało mi się mówić: ‚Lynne, to jest głupie, zupełnie jak z ‚Agentów NCIS'” ? wspomina aktor. Ale świadoma tego Ramsey przy stole montażowym zmieniała zupełnie charakter niektórych scen. Tempo produkcji było tak szybkie, że do Cannes zgłoszono nieskończony film, z animowanym storyboardem w miejscu niektórych sekwencji, a na pierwszy pokaz prasowy kopia dojechała prosto ze studia dźwiękowego. Konkursowy pokaz zakończył się jednak siedmiominutową owacją, a z Cannes „Nigdy cię tu nie było” wróciło z nagrodami za najlepszą rolę męską ? dla Joaquina Phoenixa i za najlepszy scenariusz dla Lynne Ramsay.

Teraz wreszcie produkcję porównywaną do „Taksówkarza” będą mogli zobaczyć polscy widzowie. Film wchodzi do kin 13 kwietnia. Poniżej możecie zobaczyć zwiastun „Nigdy cię tu nie było”:

fot. Alison Cohen Rosa / Amazon Studios

Tagi: , , , ,

Kategoria: film