banner ad

„Człowiek, który zabił Don Kichota” ? wieloletni projekt Terry?ego Gilliama wchodzi na ekrany polskich kin!

10 sierpnia 2018


„Człowiek, który zabił Don Kichota”, pełna przygód opowieść Terry’ego Gilliama zainspirowana losami legendarnego bohatera powieści „Przemyślny szlachcic Don Kichote z Manchy” Miguela de Cervantesa, wchodzi na ekrany polskich kin. W filmie zobaczymy m.in. Adama Drivera, Jonathana Pryce’a, Stellana Skarsg?rda i Olgę Kurylenko.

Terry Gilliam, reżyser takich obrazów jak „Fisher King”, „12 małp”, „Brazil”, „Parnassus” czy „Las Vegas Parano”, pracował nad tym filmem przez prawie 30 lat. „Poświęciłem temu tematowi tak wiele czasu, że moment zakończenia zdjęć do tego szalonego projektu wydaje mi się surrealistyczny” ? mówi. „Rozsądna osoba odpuściłaby sobie lata temu, ale czasami uparci marzyciele osiągają swój cel. Dziękuję więc wszystkim słabo opłacanym fantastom i wyznawcom, którzy pomogli mi sprawić, by to marzenie stało się rzeczywistością!”

Filmowanie klasycznej opowieści

„Problem z Don Kichotem polega na tym, że kiedy przywiążesz się do bohatera, do filozofii która za nim stoi ? sam stajesz się Don Kichotem. Wkraczasz na drogę szaleństwa, próbując upodobnić świat do obrazu, jaki istnieje w twojej wyobraźni. Co, oczywiście, jest niemożliwe” ? wyznaje Terry Gilliam.

„Człowiek, który zabił Don Kichota” to jedna z najdłuższych i najtrudniejszych realizacji w historii kina. Sam fakt, że film został wreszcie ukończony, niemal 30 lat po rozpoczęciu prac, to niesamowite osiągnięcie, za którym stoją nieustępliwość, konsekwencja i pasja reżysera Terry?ego Gilliama. Udało się za ?dziesiątym podejściem.

W 1989 roku, niedługo po premierze „Przygód barona Munchausena”, Gilliam opowiedział o swoim kolejnym pomyśle producentowi Jake?owi Ebertsowi. „Chcieliśmy zrobić coś razem. Zadzwoniłem więc do Jake?a: ‚Mam dla ciebie dwa nazwiska? Jedno to Don Kichot, a drugie to Gilliam i potrzebuję 20 milionów dolarów’. Jake powiedział: ‚Zrobione’. I już” ? wspomina reżyser. Szybko jednak zorientował się, że nie da rady nakręcić „Don Kichota” tak, jak napisał go Cervantes.

Po „Fisher Kingu” (1991), „12 małpach” (1996) i „Las Vegas Parano” (1998) ? trzech filmach zrealizowanych w Stanach Zjednoczonych ? Gilliam chciał zrobić film w Europie. Nowemu projektowi nadał tytuł „Człowiek, który zabił Don Kichota”. „Zadałem sobie pytanie, czy mogę zrobić film, który uchwyci po prostu esencję książki, bez dosłownego odwoływania się do fabuły?” ? wspomina Gilliam. Zainspirowany sześcioma miesiącami, które spędził, próbując zaadaptować „Jankesa na dworze króla Artura” Marka Twaina, wymyślił postać młodego, aroganckiego reżysera filmów reklamowych, współczesnego człowieka reklamy, który nagle trafia do XVII wieku, gdzie Don Kichot bierze go za swojego giermka Sancho Pansę.

Do scenariusza Gilliam usiadł razem z Tonym Grisonim, z którym pracowali nad „Las Vegas Parano”. „Radość z pracy z Terrym polega na tym, że to ostra zabawa” ? twierdzi Grisoni. „Odgrywaliśmy kolejne sceny, wcielając się w różne role, którymi potem się wymienialiśmy. W ten sposób wiedzieliśmy, co znaczy każda scena, jak długo powinna trwać i czy żarty się sprawdzają. Siadałem potem do pisania, przesyłałem rezultaty Terry?emu i znowu się spotykaliśmy. To pozwalało mu na swobodny przepływ pomysłów, uwalniało od rygorów klasycznego scenariusza”.

„Człowiek, który zabił Don Kichota” po raz pierwszy trafił do produkcji jesienią roku 2000, ale zdjęcia trwały tylko sześć trudnych dni. W pierwszym tygodniu w Las Bardenas (w hiszpańskiej Nawarze) prace utrudniła nagła powódź i warkot myśliwców. Piątego dnia Jean Rochefort, filmowy Don Kichot, opuścił plan z powodu bólu uniemożliwiającego mu jazdę konną. Szóstego dnia zdjęcia przerwano. Wydarzenia te zostały uwiecznione w dokumentalnym filmie „Zagubiony w La Manchy”. Prace nad filmem zawieszono na osiem lat. Gilliam i Grisoni wrócili do scenariusza w 2009 roku. Ciągle udoskonalali tekst, dodając na przykład Toby?emu, reżyserowi reklam, wątek z jego przeszłości dotyczący realizacji studenckiego filmu. Drugą ważną zmianę stanowiła rezygnacja z podróży w czasie. Zamiast spotkania z siedemnastowiecznym Don Kichotem, Toby przeżywa przygody ze starym aktorem ze studenckiego filmu, któremu wydaje się, że jest legendarnym rycerzem.

„Teraz to projekt o filmach i ich tworzeniu, o tym, co filmy robią z ludźmi, którzy zaangażowani są w ich powstawanie. Nasz ‚człowiek reklamy’ zamienił się w kogoś, kto zrobił podczas studiów, dziesięć lat wcześniej, film rozgrywający się w małej hiszpańskiej wiosce. Kiedy do niej wraca, myśląc że będzie równie wspaniale, jak było podczas prac nad filmem, odkrywa że nikt go tam nie lubi, że zniszczył ludziom życie” ? opowiada Gilliam. „Jednym z powodów, dla których postanowiliśmy trzymać się współczesności, były kwestie budżetowe: to po prostu tańsze niż odtworzenie realiów XVII wieku. Nie musiałem się już martwić, czy w kadrze widać linie telefoniczne. Mogłem pokazać normalną drogę!” ? przyznaje reżyser.

Od 2009 roku para scenarzystów dokonała wielu zmian w pierwotnym tekście. „Myślę, że przepisywaliśmy scenariusz średnio dwa razy do roku. Czasami nawet częściej, jeśli pojawiała się nadzieja, że znowu ruszy produkcja. Gdy tylko szansa wydawała się realna, od razu dzwonił Terry! Myślę, że teraz mamy naprawdę świetny scenariusz” ? mówi Grisoni.

Terry Gilliam i aktorzy

„Praca z aktorami to najprzyjemniejsza część pracy nad filmem” ? twierdzi Gilliam. „Wiem, jak wygląda film od strony technicznej, umiem zrobić efekty specjalne. Nic mnie już nie zaskoczy. Aktorzy nadal to potrafią”.

Gilliam był zachwycony, gdy Adam Driver zgodził się zagrać Toby’ego, głównego bohatera. Toby jest arogancki, obłudny i niesympatyczny. Bohater idealny. „Kiedy spotkaliśmy się z Adamem po raz pierwszy, natychmiast, instynktownie wiedziałem, że to właściwa osoba. Jest w nim coś wyjątkowego. Świetnie reaguje na planie, ma doskonałe wyczucie czasu. I jest inny od wielu aktorów ? nie czuć w nim ‚aktorskości’. To autentyczna, ciekawa postać. I całkowicie poświęcił się tej roli” ? mówi reżyser.

„Już czytając scenariusz czułem, że do odkrycia jest wiele warstw. Był też bardzo zabawny. To niezwykle oryginalny sposób opowiadania historii Don Kichota. Spojrzenie na nią z tej perspektywy wydało mi się genialne” ? komentuje z kolei Driver.

Jonathan Pryce wystąpił w roli Javiera, starego szewca, któremu wydaje się, że jest Don Kichotem. Czy faktycznie jest Rycerzem Smętnego Oblicza, ostatnim respektującym rycerski kodeks, czy po prostu szalonym, starym człowiekiem? Gilliam pracował z aktorem już parokrotnie i od lat są przyjaciółmi. „Jonathan czekał, by zagrać tę rolę od naszego pierwszego spotkania, ale jakoś nigdy mi nie pasował. Najpierw był za młody, a potem zbyt zajęty. W końcu miał prawie 70 lat i wolne terminy! Wydaje mi się, że w jego Don Kichocie są wszyscy szekspirowscy bohaterowie, których zagrał ? od króla Leara przez Hamleta, po Shylocka. Do tego Jonathan jest świetnym komikiem. Jest niewiarygodnie zabawny. I nigdy nie widziałem, by tak dobrze bawił się na planie” ? wspomina reżyser.

„Wydaje mi się, że Terry od samego początku opóźniał realizację tego filmu, żebym się zestarzał i mógł zagrać Don Kichota” ? żartuje Pryce. „I tak się w końcu stało”.

W roli szefa Toby?ego, biznesmena, Gilliam obsadził Stellana Skarsg?rda. To niebezpieczny człowiek, który zazdrośnie strzeże swojej żony, Jacqui. „Stellan to kolejny aktor, z którym od lat chciałem pracować” ? mówi reżyser. „W każdym filmie, w którym wystąpił, wydaje się być prawdziwy. Nigdy nie poczułem w granych przez niego rolach fałszu. Poprosiłem, by zagrał szefa, który dla Toby’ego jest ojcowską figurą i który zdradza go na wiele sposobów”. Z kolei Stellana przekonała osoba Gilliama: „Scenariusz był bardzo gilliamowski i oczywiście podobał mi się. Lubię to uniwersum Terry?ego. Jego filmy nie przypominają żadnych innych. Wydaje mi się, że przyjąłbym tę rolę nawet, gdyby nie podobał mi się scenariusz – tylko po to, by z nim pracować”.

Olga Kurylenko pojawia się w filmie jako Jacqui, żona szefa Toby’ego. Cwana, złośliwa, a jednocześnie zmysłowa i mająca oko na głównego bohatera. „Byłam zachwycona, mogąc stać się częścią tego filmu” ? mówi aktorka. Za to jej grą zachwycony był Terry. „Jeszcze nigdy nie widziałem jej tak zabawnej” ? komentował na planie. „Wczoraj podczas wieczornych zdjęć sprawiła, że śmiałem się jak wariat. Jest świetna, lepsza niż w przypadku wszystkich swoich poprzednich ról”.

Wygląd filmu

Za scenografię „Człowieka, który zabił Don Kichota” odpowiadał Benjamín Fernández, który na planie filmu był już podczas pierwszej próby jego realizacji w roku 2000. Dla Gilliama podstawową inspiracją były prace Goi i Doré’a. „Goya jest w tym filmie. Jego obrazy się niezwykłe, do tego to hiszpański twórca. Z kolei Doré ilustrował ‚Don Kichota’ w XIX wieku i jego grafiki bardzo do mnie przemówiły. W warstwie wizualnej film jest walką pomiędzy dokładnymi ilustracjami Doré’a, a mrocznym, fantasmagorycznym i niepokojącym światem Goi” ? wyjawia reżyser.

Kluczowa dla filmu jest scena spotkania Toby?ego i Angeliki z Aleksiejem. Gilliam chciał w niej oddać atmosferę polowania i myślał o wizerunkach jednorożców i innych przedziwnych stworzeń na ścianach. Wtedy Fernández podsunął mu obrazy włoskiego renesansowego artysty Uccellego. Gilliamowi to rozwiązanie się spodobało i postanowił zatrudnić Daniele Aubera, z którym już wcześniej pracował. Auber stworzył, bazującą na pracach Uccello, cyfrową grafikę o wielkich rozmiarach, która został wydrukowana na płótnach, by stworzyć wrażenie nocy po jednej stronie pomieszczenia i dnia po drugiej.

Na czele zespołu odpowiedzialnego za dekoracje stał Edou Hydallgo. Jednym z największych wyzwań, przed jakimi stanął w trakcie realizacji „Człowieka, który zabił Don Kichota”, było zamienienie starego klasztoru w miejsce wielkiej imprezy. Sam budynek był dla niego „labiryntem piękna”, ale musiał na niego spojrzeć oczami jednego z bohaterów filmu. „Mamy w filmie bogacza, który nie ma za grosz artystycznej wrażliwości, jednak dzięki pieniądzom może zatrudnić artystów i projektantów z Nowego Jorku, Mediolanu, czy Paryża, by stworzyli dla niego olbrzymią imprezę” ? mówi scenograf.

Wieloletni współpracownik Terry?ego Gilliama, operator Nicola Pecorini, także pracował na planie „Człowieka, który zabił Don Kichota” w roku 2000. I każdym kolejnym. „Terry jest Don Kichotem. A ja, niestety, czuję się jak Sancho. Podążam za nim. Cieszę się z tego, ale jednocześnie wiem, że to było totalne szaleństwo. Zrezygnowałem z tylu innych filmów, żeby zrobić ten jeden!” ? mówi Pecorini.

Obaj zdecydowali o użyciu cyfrowych kamer i był to pierwszy raz, gdy Gilliam sięgnął po ten sposób rejestracji obrazu. Decydującym czynnikiem był czasochłonny proces obróbki tradycyjnej taśmy. „Taśma jest tańsza, dodatkowym problemem przy cyfrowych zdjęciach jest to, że wszystko musi być równomiernie oświetlone. No i cyfrowe kamery są nieporęczne. Jednak w Hiszpanii nie ma już laboratoriów do obróbki taśmy. A te we Francji, Belgii, czy Londynie nie pracują nocami i w weekendy. Jeśli więc mielibyśmy zdjęcia na taśmie w piątek, efekty znalibyśmy dopiero we wtorek” ? mówi operator.

By jednak obraz był jak najbardziej zbliżony do jakości, jaką daje filmowa taśma, Pecorini postanowił użyć obiektywów anamorficznych. Udało mu się zdobyć obiektywy Technivision zaprojektowane przez Henryka Chroscickiego i Beppe Magniego. „Powstały w połowie lat 70. na potrzeby Vittorio Storaro, który pracował wtedy nad ‚Czasem apokalipsy’. To stary sprzęt, ale wyjątkowy. Używano tych obiektywów na planie wielu znakomitych filmów, sam pracowałem z nimi wiele razy, choćby przy ‚Ostatnim cesarzu’. Nadają ‚Człowiekowi, który zabił Don Kichota’ epicki wymiar” ? opowiada Pecorini.

Lena Mossum, specjalistka od kostiumów, postanowiła zaangażować się w „Człowieka, który zabił Don Kichota” głównie ze względy na połączenie kina historycznego z kinem współczesnym, co pozwoliło na zabawę starymi i nowoczesnymi elementami, czerpanie z rozmaitych epok. Szczególnie zadowolona jest z wyjątkowego kostiumu Rycerza Luster. „Pomyślałam: dlaczego by nie użyć płyt kompaktowych zamiast luster?” ? mówi. Wyjątkowo spostrzegawczy fani kina dostrzegą podobieństwa pomiędzy kostiumem Don Kichota w gotowym filmie, a tym z planu w roku 2000, który można było zobaczyć w „Zagubionym w La Manchy”. „To prawda, udało nam się odzyskać oryginał” ? mówi Jonathan Pryce, który odziedziczył kostium po Jeanie Rocheforcie. Dokonano jedynie niezbędnych przeróbek, by idealnie pasował na „nowego” Don Kichota.

Gotowy film

Po zamknięciu finalnej wersji „Człowieka…” Terry Gilliam powiedział: „Jest wiele powodów, by się cieszyć. Dzięki Jonathanowi jest to bardzo zabawny film. Z każdej linijki tekstu wycisnął, co się dało i dużo improwizował. Przy nim Adam też zaczął improwizować i świetnie to zagrało. To zabawny film, ale nie nazwałbym go komedią, bo to przede wszystkim film romantyczny”.

Gilliam zadowolony jest również z tego, że udało mu się umieścić w „Człowieku, który zabił Don Kichota” wiele elementów autobiograficznych. Don Kichot to postać, która walczy o prymat wyobraźni nad zdrowym rozsądkiem, a ten wątek pojawiał się w wielu poprzednich dziełach reżysera. „To film o marzeniach i sile, mogącej zmieniać świat” ? mówi Gilliam.

W jaskrawym kontraście do Don Kichota znajduje się zepsuty współczesny świat, szczególnie świat biznesu i reklamy. „Człowiek od reklamy jest doskonałym przykładem na to, czym Don Kichot nie jest. Ludzie reklamy sprzedają marzenia, podczas gdy Don Kichot podąża za marzeniami. I to jest ta różnica” ? objaśnia reżyser.

Kolejny temat, który Gilliam porusza w filmie, to religia. „Don Kichot opowiada o tym, jak piękna była islamska Hiszpania w XV i XVI wieku, kiedy rządzili nią Maurowie  Tyle wtedy budowali, powstała m.in. Alhambra. To było najbardziej światłe miejsce: Maurowie, Żydzi, Chrześcijanie żyli i pracowali ramię w ramię. Potem pojawił się Ferdynand i Izabella, inkwizycja hiszpańska. I było po zabawie” ? mówi reżyser.

Piękno Hiszpanii i jej pejzaży pojawia się w filmie, ale inspiracją był także charakter tego kraju: tu liczy się duma, pasja, honor. „Hiszpania, a konkretnie hiszpański karnawał, wydają się naturalnymi miejscami dla historii Terry?ego. Nie potrafię wymienić choćby jednego jego filmu, który nie zmierza do tanecznego chaosu. Zderzenie piękna i brzydoty, horroru z komedią to kluczowe elementy karnawału” ? zauważa współscenarzysta Tony Grisoni.

Film stanowi ponadto refleksję Gilliama na temat pracy w filmowym przemyśle, z odpowiedzialnością, która spoczywa na reżyserze. „To, że Toby czuje się odpowiedzialny za skutki, jakie wywołał jego studencki film jest bardzo interesujące, bo pokazuje, że w głębi tego człowieka pożartego przez sukces drzemią resztki przyzwoitości. To wątek autobiograficzny. My, filmowcy, pojawiamy się w jakiejś społeczności, przejmujemy ją, budzimy w ludziach ekscytację, prowadzimy ich ścieżką marzeń, a potem zostawiamy. I nigdy nie spoglądamy wstecz” ? opowiada Gilliam.

Amy Gilliam, córka reżysera i producentka filmu, nie potrafi ukryć radości z faktu, że udało się skończyć „Człowieka, który zabił Don Kichota”. „Ten film jest wierny wizji Terry’ego. Usprawiedliwia wszystkie te falstarty i lata ciężkiej pracy, którą trzeba było włożyć w projekt. Pełno w nim magii i miłości i jestem szczęśliwa, że teraz widzowie będą go mogli odkryć dla siebie” ? mówi.

My mamy okazję odkryć „Człowieka, który zabił Don Kichota” już od piątku 10 sierpnia. Poniżej zwiastun filmu:

fot. ? Diego Lopez Calvin – Tornasol Films
źródło: Gutek Film

Tagi: , , , , , , , ,

Kategoria: film